teatr wiczy


    .::newsy
    .::o nas
    .::spektakle
    .::galeria
    .::zespół
    .::oferta
    .::kontakt
    .::CWC Wicza
    .::linki
    .::księga gości


Newsletter Teatr:

podaj email:




bulwar

JW Web Development
cesarz-recenzje

GAZETA POMORSKA

Powrót do artystycznych źródeł okazał się bardzo udany dla Teatru Wiczy.

     Proste środki - wybijany na beczkach i bębnach rytm, proste aktorskie etiudy i do tego bardzo aktualny temat - Teatr Wiczy w bardzo dobrym stylu powrócił do źródeł teatru alternatywnego.
     "Cesarz" to ciekawe zrealizowana aluzja, do tego, co stało się na polskiej scenie politycznej. "Poddani" cesarza spinają sobie klamerkami usta w kacze dzióbki, sam Pokojski wbija sobie w pierś lekarską igłę, by przypiąć obrazem z kaczką. Słów ze sceny nie pada zbyt wiele, a te które wypowiadają aktorzy w trakcie pełnych ekspresji i ruchu scenek wyrażają tylko jedno - chęć poddania się w pełni woli cesarza. Stąd też aluzje do samuraja - wojownika, dla którego największym zaszczytem jest oddanie życia za władcę.
     "Cesarza" widziała już publiczność w Płocku, Kielcach i Częstochowie. Twórcy nie ukrywają, że ich spektakl jest też głosem w dyskusji na temat granic artystycznej ekspresji. W najbliższych dniach właśnie dlatego wystąpią w Łodzi - w mieście, gdzie awangardowy teatr Suka Off oskarżany jest przez władze o szerzenie pornografii.
                                                                                                                           
 Szymon Kiżuk

 

GAZETA WYBORCZA

 

Alternatywny Teatr Wiczy wystawia "Cesarza" - spektakl o niespełnionych poszukiwaniach władcy, za którego można oddać życie

Reżyser spektaklu Romuald Pokojski nie ukrywa, że jego najnowsze dzieło jest zaangażowane politycznie. "Cesarz" to bodaj najszybsza wśród polskich teatrów alternatywnych reakcja na wynik ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Pierwsze pokazy widowiska odbyły się już na początku listopada. Toruński zespół wystąpił z nim wówczas w salach teatralnych w Płocku, Częstochowie i Kielcach.
Najnowsza wypowiedź Teatru Wiczy wpisuje się w dyskusję nad granicami wolności artystów scenicznych, których coraz częściej krępują rygory cenzury obyczajowej. Torunianie w "Cesarzu" z punktu widzenia obywatela stawiają pytania o władzę. Przedstawienie nawiązuje do tak samo zatytułowanego reportażu Ryszarda Kapuścińskiego o dyktatorskich rządach w Etiopii, które sprawuje nie stary i niedołężny cesarz Hajle Syllasje, a jego skorumpowany dwór. Przewijający się przez spektakl wątek samuraja, który pragnie bezwzględnie podporządkować się woli swojego suzerena, przywołuje natomiast tradycje japońskiego kodeksu honorowego bushido. Z tekstów o okrutnej władzy i bezwarunkowemu oddaniu się jej wyrokom powstaje wojownik, który szuka pana godnego najwyższych poświęceń.
Spektakl operuje gładkimi aluzjami do polskiej klasy politycznej. W jednej ze scen Romuald Pokojski przypina igłą do swojej nagiej piersi naszywkę przedstawiającą kaczkę. To właśnie jej wizerunkowi aktorzy składają deklarację lojalności. Gdy ją wykrzykują, klamerkami do bielizny zaszywają sobie usta, tak żeby przypominały kaczy dziób.
Aktorzy korzystają ze sztuk performance. Nie opowiadając żadnej spójnej historii, skupiają się jedynie na poetyckich, emocjonalnych i plastycznych detalach. Ekspresję artysty dramatycznego zastępują nieartykułowanym krzykiem, grymasami bólu, wstrętu i zadowolenia, a tekst sztuki - lirycznym wyznaniem, które rozwijają bądź rwą liczne powtórzenia, metafory, klisze językowe i błędy logiczne. Ale toruński "Cesarz" to nie tylko sformułowana w kształcie performance'u niezgoda na nowy porządek. To przede wszystkim rozpaczliwy głos człowieka, który nawet za cenę upokorzenia i śmierci chce stać się pokornym obywatelem. I nie może jedynie znaleźć władcy, pod którego obronę mógłby się uciec.

 

                                                                                                                Grzegorz Giedrys